poniedziałek, 31 stycznia 2011

a tu jak zwykle

Z pracą pieprzy się niesamowicie... Sama już nie wiem, co robić, co wybrać. Na razie zostaję w starej, bo dziewczyna zachorowała i mam mieć więcej godzin. Szefowa mówi, że nie wiadomo, czy ona wróci. Inne źródło podaje, że chce wrócić w kwietniu. Czyli znów ściema... A już miałam dogadaną nową pracę. Ale za mniej. Hmmm. W perspektywie coś jeszcze się kręci...
Chyba jednak nie nadaję się do życia w niepewności... Wiem, że niektórzy tak potrafią, ale ja chyba nie. Nie wiem, co będzie jutro, czy będę miała za co żyć.
A taka wróciłam radosna z wakacji... Niestety dopada mnie już szara rzeczywistość... Szara dosłownie, bo przez tydzień tylko jeden słoneczny dzień. A i to dobrze.
Więc uciekam i w myślach wciąż jeszcze jestem na południu. Na przykład na ponoć najpiękniejszej plaży na Lanzarote... która ma bardzo ładną nazwę: Famara.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

witaj,
dziękuję za odwiedziny i komentarz. wszystkie są mile widziane :)