poniedziałek, 31 stycznia 2011

a tu jak zwykle

Z pracą pieprzy się niesamowicie... Sama już nie wiem, co robić, co wybrać. Na razie zostaję w starej, bo dziewczyna zachorowała i mam mieć więcej godzin. Szefowa mówi, że nie wiadomo, czy ona wróci. Inne źródło podaje, że chce wrócić w kwietniu. Czyli znów ściema... A już miałam dogadaną nową pracę. Ale za mniej. Hmmm. W perspektywie coś jeszcze się kręci...
Chyba jednak nie nadaję się do życia w niepewności... Wiem, że niektórzy tak potrafią, ale ja chyba nie. Nie wiem, co będzie jutro, czy będę miała za co żyć.
A taka wróciłam radosna z wakacji... Niestety dopada mnie już szara rzeczywistość... Szara dosłownie, bo przez tydzień tylko jeden słoneczny dzień. A i to dobrze.
Więc uciekam i w myślach wciąż jeszcze jestem na południu. Na przykład na ponoć najpiękniejszej plaży na Lanzarote... która ma bardzo ładną nazwę: Famara.



wtorek, 25 stycznia 2011

cudna podróż

Wróciłam... Było cudownie!
Marzyłam o ciepełku w środku zimy i się spełniło :)
Na początku był Madryt


Miasto bardzo ładne, choć nie takie, dla którego straciłabym serce.
Dalej Toledo


To jedno z najpiękniejszych miast w Europie, jakie widziałam. Kręte, wąskie uliczki, panorama oglądana znad miasta... niezapomniane!
No i na deser... Lanzarote! Raj na ziemi! Słonko, ciepełko, żyć nie umierać! I przyroda, która stworzyła niezwykłe rzeczy! Na przykład tereny wulkaniczne, które teraz są parkiem narodowym, tutaj Timanfaya:


To zdecydowanie jedno z tych miejsc na świcie (obok choćby Maroko), które koniecznie choć raz w życiu trzeba zobaczyć!
Rok temu, gdy moja szefowa pojechała na wycieczkę na Kanary, pomyślałam sobie, że kiedyś jak będę miała dużo kasy... to też będę zimą jeździć do ciepełka. Okazało się, że wcale nie potrzeba na to nie wiadomo ile. Więc mam postanowienie, że jeśli tylko się uda, będę zawsze zimą odwiedzać jakieś ciepłe miejsce. Dla własnego zdrowia psychicznego - całkiem poważnie!
A to piękny widok z północnego cypla wyspy:

poniedziałek, 3 stycznia 2011

noworoczne zwiedzanie

Przy okazji Nowego Roku było też i nieco zwiedzania :)
Ratusz w Kórniku


I kościół parafialny


I kościółek w Koszutach



Był tam też i dworek, ale zbyt ciemno już było, żeby go sfotografować.
A to fara w Środzie


A u mnie na ścianie zawisł nowy kalendarz. Z bimbami :) Tradycję nieco złamałam, bo od wielu lat mam kalendarz z BG. No ale tym razem pani dała mi cały po angielsku. Nie wiem, czy przez pomyłkę, czy tylko takie były? Więc dziś pojechałam do zajezdni i przywiozłam inny :)