wtorek, 9 września 2014

Monachium

Teraz już będzie w miarę chronologicznie. Pierwsze miejsce, które odwiedziłam podczas wakacji to Monachium. Od Bałkanów daleko, ale stamtąd właśnie wyruszaliśmy. Czasu nie wystarczyło (oczywiście!) na odwiedzenie wszystkich miejsc, które odwiedzić chciałam, część nie wyszła też ze względu na złośliwość losu – bardzo bardzo chciałam zobaczyć Isettę, okazało się, że akurat była w remoncie!
No ale widoki choć trochę mi ten brak zrekompensowały. Punktów widokowych w mieście nie brakuje, najwyższym z nich jest Olympic Tower. Warto było wjechać windą na górę, choć pogoda akurat była bardzo kapryśna.


 W samym centrum dla każdego coś miłego – można wjechać windą na wieżę Nowego Ratusza:


lub wdrapać się po ekstremalnie wąziutkich miejscami schodkach na wieżę kościoła Alter Peter – stamtąd z kolei można podziwiać Nowy Ratusz, choć dopchać się do widoku graniczy z cudem ;)


Ale Monachium to nie tylko widoki. Z wielu atrakcji, mając do dyspozycji tylko jeden dzień, trzeba wybrać. My akurat wybraliśmy odwiedzenie jednego z Domów Piwa – najbardziej chyba znany Hofbräuhaus. Atmosfera jest bardzo specyficzna, ponoć prawie jak na Octoberfest.


W pobliżu miejsca, gdzie odbywa się Octoberfest (który generuje sporą część rocznego dochodu miasta) jest piękna zielona dzielnica ze starymi ale zadbanymi willami.


I jest też Englischer Garten, w którym niewątpliwą atrakcją są… surferzy – ćwiczą oni swoje umiejętności na małej rzeczce, która wypływając spod mostku mocno się piętrzy. Surfing w środku miasta, kto by pomyślał? ;)


Są tam nawet gdy pada deszcz i nie jest zbyt ciepło.
Cóż, mam nadzieję odwiedzić kiedyś jeszcze Monachium i okolice, bo przecież cała Bawaria jest piękna!